Caspar v. Warnsdorf

Caspar v. Warnsdorff (*1571-†1631) z Gościszowa (pow. bolesławiecki), był Caspar v.Warnsdorff miedzioryt 1616 1 249x300 - Caspar v. Warnsdorfpostacią niezwykłą, wielkim humanistą i mecenasem o rozległych zainteresowaniach, właścicielem bogatej biblioteki, wreszcie uznanym i cenionym prawnikiem i wieloletnim starostą najpotężniejszego księstwa śląskiego. Był w końcu inicjatorem rozbudowy zamku w Gościszowie (Giessmansdorf), który z niewielkiej gotyckiej warowni stał się renesansowym pałacem o niezwykłej dekoracji figuralnej na szczytach. Dziwnym wydaje się, że o tak znamienitym człowieku tak niewiele wiadomo, tymczasem rodowy zamek zrujnowany i okradziony z detali niepowstrzymywanie rozsypuje się na naszych oczach, jego nagrobek tumbowy został zniszczony już w XX w., a figuralna płyta wierzchnia „zaginęła” w końcu lat 60. XX w. (!), zaginął nawet jego jedyny zachowany miedziorytowy portret (dwie znane sztuki znajdują się poza terenem Polski). Nie omylił się jednak współczesny mu historiograf śląski Nicolaus Henel, który napisał:

„nazwisko jego będzie żyło dopóty, dopóki na ziemi będą ludzie wielbiący honor i mądrość, bo nazwisko nie powinno być utrwalone tylko na drewnianych tablicach i kamieniach, popadających przecież w ruinę, lecz na pomnikach wiecznej chwały – tę zaś łaskę da literatura i pozwoli ona zatrzymać pamięć o tym, który dopóki żył, okazywał jej miłość i szacunek”.

Był pierworodnym synem Sigismunda v. Warnsdorff (†1588) i Barbary v. Nostitz z.d. v. Spttöttig (†1598), ale o rodzicach nie zachowały się prawie żadne przekazy. Ród Warnsdorffów należał w XV-XVI w. do najznakomitszych i najbardziej rozgałęzionych szlacheckich rodów śląskich i spokrewniony był blisko m.in. z Glaubitzami, Haugwitzami, Nostitzami, Rechenbergami, Reichenbachami, Zedlitzami, Schellendorfami, Stoschami, Üchtritzami i wieloma innymi. Dziadkowie i rodzice Caspara należeli zapewne do wykształconych i utrzymywali dość ścisłe kontakty ze środowiskiem uczonych (w bibliotece zamkowej, miała znajdować się m.in. korespondencja z Mikołajem Kopernikiem i rodziną śląskich architektów Parlerów, poza tym zbiór starych przyrządów medycznych i astronomicznych). W 1585 r., a więc wtedy gdy Caspar miał 14 lat, przebywał w Gościszowie Martin Mylius (*1542-†1611), późniejszy rektor z Görlitz (1594-1608) i poeta związany z kręgiem uczonych zgromadzonych wokół wrocławskiego Ogrodu Scholtza, który dwanaście lat później napisał dla niego panegiryki z okazji ślubu. W tym samym czasie gościł tam też, 18-letni wówczas, Paul Preller (*1566-†po 1628r.) z Bolesławca, późniejszy pastor i rektor szkoły w Gryfowie Śląskim, a także jego nieco starszy kuzyn Hans, jeden z ulubionych uczniów Giordano Bruno spalonego na stosie w 1600 r., ogromnie ciekawa i zagadkowa postać. Rodzice Caspara musieli niewątpliwie dobrze znać, również związanego z kręgiem Ogrodu Scholtza, znanego przyrodnika zwanego „śląskim Pliniuszem” Caspara Schwenckfelda. Wspominał on w 1601 r., nieżyjącą już wtedy od około trzech lat, matkę Caspara oraz jego dwóch braci Johannesa i Abrahama „z powodu szczególnej życzliwości jaką darzyli oni jego i jego rodzinę”.

W latach 1555-1611 (a więc przez 56 lat) pastorem gościszowskim był Laurentius Hartranfft (*1533-†1611)), syn pastora Georga z Soboty/Zobten (pow. lwówecki), będącego jeszcze uczniem Martina Lutra w Wittemberdze. Syn Laurentiusa Adam, urodzony w Gościszowie w 1565 r., który studiował w Wittemberdze w 1595 r., powrócił tu w 1598 r. i zastępował ojca w pracy duszpasterskiej. Po jego zgonie w 1611 r. został gościszowskim pastorem, aż do swojej śmierci w 1617 roku.
Pastor Laurentius był wychowawcą czterech młodych dziedziców: Hansa (†1575), Sigismunda (†1588), Stephana (†ok. 1579) i Balthasara (żył w 1618), a następnie pierwszym wychowawcą pięciu synów Sigismunda. 1 2 195x300 - Caspar v. WarnsdorfW 1578 r., na prośbę „wielu spośród szlachty”, w tym Agnes v. Loss, wdowy po Hansie v.Warnsdorf, napisał obszerną mowę, którą następnie poświęcił swoim młodym patronom. Wszyscy oni żyli w atmosferze przesyconej religijnością i pobożnością tak bardzo charakterystyczną dla protestantów owego czasu. Wuj Hans mógł zapewne być pierwszym wzorem dla młodego Caspara, bowiem „nad nauką Chrystusa nie tylko rozmyślał, lecz też stosował ją codziennie w swoim domu i przy swoim stole”. Był też wzorem dobrego i sprawiedliwego pana dla całej gminy. Jego bratowa Barbara, a matka Caspara, ufundowała po śmierci swego męża podwójne, drewniane epitafium, jedną połowę poświęcając właśnie szwagrowi Hansowi i jego żonie Agnes. Oba obrazy z tego epitafium znajdują się dzisiaj w Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu (il.).

Tak więc było w Gościszowie pięciu braci: Caspar (*1571-†1631), Abraham (*1572-†1598), Johannes (*ok.1574-†1598), Sigmund (†1629) i Albrecht (†1624). Co do trzech pierwszych wiadomo, że odebrali staranne wykształcenie. Było jeszcze jedno dziecko, o którym brak przekazów, a które zostało wyobrażone na wymienionym epitafium. Niewykluczone, że wcześnie zmarło, jednak nie trzyma w dłoniach, charakterystycznego w takich przypadkach, czerwonego krzyżyka.

Caspar ukończył gimnazjum w Görlitz za czasów rektora Laurentiusa Ludovicusa (1584-94), który ułożył nową „konstytucję” szkoły, kładąc silny nacisk na wysoki poziom nauki i dyscyplinę zachowania, wzorowane na obyczajach starożytnego Rzymu. Ściśle zostało określone co uczniowie wszystkich sześciu klas mieli robić „każdego dnia, przez cały dzień”, także w soboty i niedziele. Bardzo duży nacisk kładziony był na studiowanie katechizmu i Ewangelii. Uczęszczało tu wielu synów znamienitych, szlacheckich rodów, choć płacili za pobyt i naukę znacznie więcej niż inni uczniowie.

Od września 1589 r., wraz z młodszym około roku bratem Abrahamem, rozpoczęli studia na uniwersytecie w Wittemberdze, spotykając tu Caspara v. Rechenberg z Kliczkowa/Klitschdorf (pow. bolesławiecki), późniejszego starostę księstwa świdnicko-jaworskiego, którego zastępcą został po latach właśnie. Obaj bracia byli blisko zaprzyjaźnieni, z wykładającym tam od 1595 r., znanym profesorem poezji i filologiem (wkrótce dziekanem i potem prorektorem) Fridrichem Taubmannem (*1565-†1613), który poświęcił im kilka epigramatów. Pierwszy, wydrukowany już w 1594 r., opisywał ich jako „znakomitych, szlacheckich braci promieniujących uczonością i starannym wychowaniem”, dalsze, utrzymane w podobnym stylu, wydane zostały 10 lat później. W stosunku do Caspara wyrażał podziw, że „w tak młodym wieku osiągnął tak wielką łatwość wypowiadania się i bogactwo językowe”.

Z czasu studiów zachowała się (Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu) dość niezwykła praca: opasły tom z ręcznie spisanymi przez Caspara łacińskimi wykładami doktora prawa Petrusa Heigiusa, profesora uniwersytetu w Wittemberdze, dotyczącymi „Institutione” Justyniana. Są tam także wyciągi z przemów wygłaszanych przez różnych prawników, jego liczne odręczne adnotacje i uwagi na marginesach i podkreślenia w tekście. Na stronie tytułowej, obok dedykacji poświęconej Heigiusowi, jest data 1580 dowodząca, iż jego mowy pochodziły jeszcze z czasu zanim Warnsdorff rozpoczął studia. Heigius był znanym saksońskim prawnikiem i książęcym radcą apelacyjnym, którego Caspar bardzo szanował i cenił, posiadał też w swojej bibliotece inne jego prace.

Trzeci z braci Johannes, właściciel majątku Zabłocie/Thiergarten (pow. bolesławiecki), uczył się najpierw w gimnazjum w Budziszynie, następnie od września 1592 r. rozpoczął studia w Wittemberdze. Zmarł jednak nagle w Budziszynie 29 października 1598 r., („jego życie zakończyło się cicho/spokojnie/”) i został pochowany w Gościszowie. Zachowała się jego niezwykle ciekawa, ze względu na fragmenty autobiograficzne, mowa pt. „O pochwale prawoznawstwa”, wygłoszona w „sławnej szkole w Budziszynie dla publicznego ćwiczenia” w roku 1597 i wydana drukiem rok później. Dedykowana została ówczesnemu staroście księstwa świdnicko-jaworskiego Brandanowi v. Zedlitz-Hartmannsdorf, oraz „najszlachetniejszemu, najznakomitszemu mądrością, wykształceniem, cnotą tak swoją jak i przodków (…) swojemu rodzonemu bratu Casparowi”. Wspominał w niej swego „najdroższego i najukochańszego” brata Abrahama, który zmarł niespodziewanie w czasie nauki 1 sierpnia tegoż (tj.1597 r.) w Marburgu, w wieku 26 lat. Jak pisał „oczekiwaliśmy, najukochańszy bracie, niespokojnie twojego przybycia, lecz na próżno (…), ciebie, najmilszy bracie my wszyscy bracia odprowadzamy i czcimy łzami i lamentami. Ciebie opłakuje ojczyzna i pobożni przyjaciele (…). Ten brat mój najmilszy przejął z tej nauki (tj. prawa) to co najlepsze, tą nauką zajmował się, jej poświęcał wiele pracy i jej całej się oddał (…), ten mój brat (…) już utracony zawsze myślał, że nie ma niczego znakomitszego, niż człowiek biegły w prawie /…/”.

Już w 1593 r. została wydana w Wittemberdze pierwsza praca Caspara, pisana pod kierunkiem tamtejszego profesora prawa i historii Friedrikusa Tilemanna, a dwa lata później druga praca kończąca studia, dedykowana temuż profesorowi. W jej rozwinięciu Caspar wspominał Tillemanna, „którego z powodu znakomitego wykształcenia i szczególnej cnoty zawsze miał za brata” i z którym prowadził dysputy historyczne, które następnie legły u podstaw tejże pracy. Wspominał też jak, prawie 6 lat wcześniej, został wraz ze swym bratem wysłany przez ojca /raczej: zgodnie z wolą dawno nieżyjącego ojca/ i opiekunów do „Wittembergi, miasta, gdzie kwitły sztuki/nauka/ i gdzie zawsze jedynie im się oddawali/…/”.

Zachowało się też szczęśliwie całkiem sporo dzieł pochodzących z Wlasnoreczny wpis 1590 232x300 - Caspar v. Warnsdorfksięgozbioru samego Warnsdorffa, opatrzonych jego sentencją, monogramem, całym podpisem, a nawet szerszą adnotacją. Udało się odnaleźć do tej pory ponad 20 jego ksiąg, a także kilka należących do jego braci. Już około połowy XVII w. wiele z nich znalazło się w posiadaniu znanego prawnika i bibliofila wrocławskiego Zachariasa v. Rampusch-Rommenstein, chociaż prawdopodobnie nabył je jeszcze około 1635 r. jego ojciec, także prawnik. Większość, spośród już zidentyfikowanych tomów, dotyczy różnych dziedzin prawa. Oprawione są starannie w jasną, świńską skórę z wytłaczanym, czarnym monogramem „C V W” i datą. Dekorowane bardziej lub mniej ozdobnymi wytłoczeniami, niekiedy z widocznymi śladami złocenia.

O pozostałych braciach wiadomo niewiele. Sigismund osiadł w pobliskiej Nowej i Kotliskach/Neuen, Kesselsdorf. Przez jakiś czas posiadał też należące wcześniej do brata Zabłocie/Thiergarten. Był dwukrotnie żonaty: z Sabiną v. Nostitz z.d. Oberreichenbach (†1611), oraz z Barbarą v. Glaubitz, która go przeżyła. Jego trzech synów zmarło w wieku 6 lat, 9 lat i 8 tygodni, ale miał też córkę Annę, która dożyła sędziwego wieku (*1603-†1684) i została pochowana w Hänischen (Saksonia). Ponieważ jego pierwsza żona wywodziła się z v. Haugwitzów, przyjął na wychowanie osieroconą przez rodziców 8-letnią Veronikę v. Haugwitz z.d. Rietschen (*1588-†1618). Po latach, owdowiała po pierwszym mężu, została ona żoną jego młodszego brata Albrechta, osiadłego w Kraśniku Górnym/Ober Schönfeld, koło Bolesławca. Zmarła jednak rok po ślubie wraz z nowo narodzoną córką Anną Marią i pochowana została tamże w nowo wybudowanym grobowcu, „zgodnie ze szlachecką ceremonią”. Pastor piszący mowę pogrzebową przywołał pamięć jej opiekuna Sigismunda v. Warnsdorff, którego znał jako człowieka „statecznego i uczciwego”. Obaj bracia pochowani zostali w Nowej, gdzie do dziś zachowały się ich całopostaciowe nagrobki.

O Casparze tak pisał Henelius: „już od chłopięcych lat pobierał naukę godną wolnego człowieka i zasmakował w słodyczy tego źródła, potem w wieku dojrzałym pobierał z wielkim sukcesem naukę prawa wraz z pierwszymi obywatelami i wkrótce mógł współzawodniczyć o palmę pierwszeństwa z członkami Akademii (…)”. Wspominał też o jego „dalekich podróżach, podczas których podziwiał napotkane wtedy piękno i mądrość”. Mówiono o nim, że „był to mąż urodzony jakby do rządzenia państwem i nauka, którą tak chętnie pobierał, przysporzyła mu wkrótce wielkiej chwały”. Po nauce w Görlitz i Wittemberdze udał się w kawalerską podróż po Niemczech, Holandii i Francji, po której powrócił do kraju i rozpoczął „służbę dla ojczyzny”. „Był dobrym poetą, oratorem, historykiem” – „Caspar z Gościszowa na Śląsku, kawaler doskonale wykształcony i kwalifikowany poprzez swoje studia i podróże”.

Po śmierci matki w 1598 r. nastąpił między braćmi podział majątku, w wyniku którego Caspar, jako najstarszy, przejął najważniejszą część dóbr gościszowskich wraz z rodowym zamkiem. Od 1608 r. zaczął też odkupywać od swych braci ich folwarki, scalając w swych rękach wszystkie ziemie. Ostatecznie posiadał Górny i Dolny Gościszów oraz Zębowice/Semmelwitz, pod Jaworem, a także z racji pełnionego urzędu lenno zamkowe w Jaworze i Chojnowie. Ożenił się w 1597 r. z Heleną v.Zedlitz z.d. Leipe (*1572-†1628), córką Ernesta (lub Christopha) i Anny v. Wiese, a uroczystość odbyła się w zamku w Bolesławcu.

W latach 80-90-tych XVI w., mając niespełna 20 lat, skrystalizował swoje zainteresowania ze szczególnym upodobaniem do medycyny, botaniki, jak też prawa, historii i teologii, a po 1600 r. rozpoczął też szeroką działalność publiczną. Około tego właśnie roku, na długo przed tym, jak zyskał uznanie jako znawca prawa, wrocławski poeta, ale też doktor filozofii i medycyny, Casparus Conradus (*1571-†1633) napisał anagramat, w którym sławił jego umiejętności i przepowiadał mu wielką sławę. Podobny utwór poświęcił też wówczas jego bratu Johannesowi, nieżyjącemu od około 2 lat. Casparowi dedykowano wiele utworów, rozpraw naukowych i poetyckich, podkreślając za każdym razem, że był prawdziwym mecenasem nauki. W 1601r. wybitny przyrodnik i uczony śląski tego okresu zwany „śląskim Pliniuszem”, starszy od niego o 7 lat Caspar Schwenckfeld (*1563-†1609), nazwał go „swoim najgodniejszym panem i przyjacielem” i napisał: „To moje dzieło o roślinach, najszlachetniejszy mężu, według przyjętego zwyczaju, chciałbym tobie zadedykować, ponieważ zrozumiałem, że znajdujesz przyjemność w studiowaniu filozofii i medycyny, a zwłaszcza (interesujesz się) roślinami (tu: ziołami)”. Schwenckfeld był nieprzeciętną osobowością, znawcą wielu dziedzin medycyny (także balneologii i zielarstwa), interesował się botaniką, geografią, historią, magią i naukami ścisłymi, odbywał wędrówki krajoznawcze, w czasie których badał faunę i florę regionu. Swą wiedzę łączył z zamiłowaniem do badań naukowych i pozostawił po sobie wielki księgozbiór liczący 705 pozycji.

Jest bardzo prawdopodobne, że nieobcy był Casparowi ogród, założony we Wrocławiu w 1587 r. przez zaprzyjaźnionego ze Schwenckfeldem Laurentiusa Scholza, gdzie hodowane były różnorakie zioła i rośliny lecznicze. Największa aktywność Scholza (*1552-†1599) przypadała właśnie na ostatnią ćwierć XVI w., a jego „ogród uczonych” skupiał wielu wybitnych myślicieli i poetów, będąc też rodzajem „ogrodu Muz”. Studiowano tam botanikę i przygotowywano leki, ale też prowadzono przyjacielskie dysputy na wzór akademii neoplatońskiej. Pewnym jest, że znał Daniela Rindfleischa zwanego Buckretiusem (*1562-†1621), który należał do stałych bywalców ogrodu Scholza. Wpisał się do sztambucha jego syna Theodora (*1599-†1632), ale ponieważ Theodor był wtedy jeszcze małoletni, wpis odnosi się raczej do ojca. Do sztambucha tego wpisywało się wielu jego przyjaciół „we wszystkich możliwych antycznych językach”, różni odwiedzający Wrocław uczeni i poeci oraz liczni przedstawiciele szlachty. Mógł też Caspar poznać Martina Opitza, który w latach 1611-1615 był osobistym nauczycielem Theodora i mieszkał w domu jego ojca. Bucretius był nie tylko słynnym medykiem i chirurgiem oraz fizykiem miejskim we Wrocławiu, ale też należał do największych osobowości późnego renesansu na Śląsku. Zaprzyjaźniony z wspomnianym już historiografem Casparem Cunradim, znał też bardzo dobrze Nicolasa Henela v. Hennenfeld (*1582-†1656), zwanego Heneliusem, słynnego polihistora i prawnika. Polecił go nawet Nicolausowi Rehdigerowi na nauczyciela domowego jego dwóch synów. Henelius napisał wiele epigramatów poświęconych różnym osobom, które poznał w czasie swoich podróży, albo też cieszącym się na Śląsku szczególnym uznaniem. Pisał też wyjątkowo obszernie o Warnsdorffie, a nawet robił uwagi na temat jego wyglądu, co dowodzi, że najpewniej poznał go osobiście. Caspar znał również blisko Jeremiasa Gesnera z Bolesławca (*1560-†1618), brata słynnego Salomona, lekarza z Gryfowa, Lubania i fizyka miejskiego z Jawora, a także poety, silnie związanego z kręgiem Scholza. Wdowa po Jeremiasie była wymieniona w 1632r. wśród wierzycieli majątku gościszowskiego. Zaległości za niezapłacone medykamenty sięgały 5 lat. Musiał być też dobrze zaprzyjaźniony z dwoma braćmi: Georgiem i nieco starszym Tobiasem (*1587-†1625, w czasie zarazy) Koberami, a nawet został ojcem chrzestnym syna pierwszego z nich.

Szczególnie ważna była przyjaźń z Matheusem Pezoldem, sekretarzem urzędu cesarskiego w Jaworze, „należącym do domu i stołu Warnsdorffów”. Jako biegłemu prawnikowi, wypłacał mu 200 talarów rocznej pensji, ponadto od 1628 r. został on jego osobistym adwokatem z pensją 80 talarów rocznie. Pezold przybył na Śląsk z świeżo poślubioną żoną około 1602 r. i najpierw przez 7 lat był sekretarzem na dworze księżnej Anny legnicko-brzeskiej, a następnie został powołany przez starostę v.Warnsdorffa na urząd do Jawora. Pochował kolejno dwie młode żony zmarłe po porodach, a Warnsdorff wraz z rodziną dołączali się do różnych okolicznościowych mów, pisanych na okoliczność pogrzebów czy ślubów. Łączyła ich prawdziwa przyjaźń i zaufanie. Tenże Petzold był jednym z głównych wierzycieli zadłużonego majątku gościszowskiego w czasie procesu w 1632 r., gdzie dowodził, że jego mocodawca nie wypłacał mu rzeczonej pensji przez 11 lat (!). Równocześnie też jednak, występował wtedy jako opiekun prawny Adelberta, najmłodszego syna Caspara.

Bardzo interesująco rysuje się też znajomość z Abrahamem Gollnitzem (Gölnitzem), również jednym z wierzycieli v. Warnsdorffa. Pochodził on z Gdańska, ale nieznane są daty jego urodzin, ani śmierci. Był „podróżnikiem i geografem” i w 1 ćw. XVII w. zwiedził dużą część Europy, spisując następnie swoje obserwacje, do których dodał wiele uwag o faktach historycznych. W 1632 r. był wymieniony wśród wierzycieli, ale ponieważ przebywał wówczas we Francji, w jego imieniu występował adwokat z Wrocławia Daniel Francke. Gollnitz otrzymał od Warnsdorffa pisemną nominację na ochmistrza (rok nie jest znany) zajmującego się jego sprawami za granicą z pensją 200 talarów rocznie, co dawało za okres 5 lat niezapłaconą sumę 1000 talarów. Pisał więc „z obcych krajów” listy ze swoimi roszczeniami, które nowy starosta uznał za „sprzeczne ze stanowiskiem synów zmarłego dłużnika”. Był on na Śląsku jeszcze w 1635 r., ponieważ występował jako jeden z wierzycieli sprzedających Gościszów.

Caspar v.Warnsdforff został od 1600 r. królewskim podsędkiem sądowym, zaczął też jeździć do Pragi w poselstwach od stanów śląskich. Wkrótce został radcą cesarza Rudolfa II (†1612) i potem Macieja II (†1619), a po zaprzysiężeniu w Jaworze (15 stycznia 1610) zastępcą starosty księstwa świdnicko-jaworskiego Caspara v. Rechenberg. Po jego nagłej śmierci w 1612 r. nominowany został starostą i zaraz wprowadzony na urząd w Świdnicy. Pozostał tam przez 15 lat co świadczyło o dużym zaufaniu kolejnych cesarzy i Stanów i zdarzyło się tylko dwa razy w historii tychże. Pozycja starosty w księstwie dziedzicznym, i to tak potężnym, jakim było księstwo świdnicko-jaworskie, była równa namiestnikowi. Powoływał go sam monarcha spośród najmożniejszych rodów w księstwie i odpowiadał on bezpośrednio tylko przed starostą generalnym i królem. Byli mu podporządkowani służbowo wszyscy królewscy urzędnicy. Zwoływał zgromadzenia stanowe w księstwie i przewodził im, podlegały mu wszystkie sprawy skarbowe, powoływał podległych sobie urzędników, a tych których powoływał król, formalnie instalował i instruował. Przewodził najwyższym sądom w księstwie, zastępując w nich króla. Podlegała mu kancelaria księstwa z kanclerzem na czele, wydawał też osobiste polecenia królewskiemu fiskałowi, którego zadaniem było reprezentowanie i dochodzenie przed sądami interesów królewskich.

O Casparze pisano wówczas: „Bardzo wysoko oceniano jego troskę, pilność i roztropność, które były bezprzykładne i mimo, że Warnsdorff nie brał od nikogo przykładu, sam przekazał go potomnym i wydawało się, że został ukształtowany przez samą sprawiedliwość i to zarówno na chwałę książąt jak i krainy śląskiej; okazywał jej wierność, chętną radę w trudnych sprawach i dawał dowody największego oddania. Dbał o wszystko cokolwiek dotyczyło tej ziemi, pielęgnował to co było zdrowe, troszczył się o dawne i sprawiedliwe urzędy, a to co zepsucie ogarniało starał się doprowadzić do dawnego stanu (…). Szanował wolność i przywileje, nie był chciwy na pieniądze, nie czynił z prawa handlu, nie kupczył sprzedajnymi wyrokami, lecz pełnił swój urząd z surowością i bezinteresownością, wyposażony w energię i nadzwyczajną zręczność w ocenianiu sytuacji i zawiłości trudnych procesów. Zyskał więc wdzięczność dobrych obywateli i przynosił wielorakie korzyści ojczyźnie. Nawet jego koledzy (tu: prawnicy) twierdzili, że był godzien tego i daleko wyższego urzędu.”

Niestety, nastał szczególnie tragiczny w dziejach Śląska okres wojny 30-letniej, a Warnsdorff zajmujący wysokie stanowisko państwowe, znalazł się w samym centrum tych wydarzeń. Należał do nich m.in. dzień 23 lutego 1620 r., gdy nastąpił uroczysty i pełen przepychu wjazd nowego króla Czech Fryderyka V (zwanego „zimowym królem”) do Wrocławia, w celu przyjęcia hołdu stanów śląskich i miasta Wrocławia. W wielkim strojnym orszaku poprzedzającym Jego Królewski Majestat, na przedzie jechali obaj książęta legnicko-brzescy, bracia Jan Christian (starosta generalny) i Jerzy Rudolf i ich rycerstwo (razem 98 koni). Następnie książęta ziębicko-oleśniccy Henryk Wacław i Karol Fryderyk wraz ze swoim rycerstwem (43 konie), wreszcie przedstawiciele księstwa świdnicko-jaworskiego: poprzedzeni ludźmi niosącymi 6 bębnów, w niebiesko-białych strojach, 9 rzędami szlachty (po 3 w rzędzie) i 2 rzędami (po 4 w rzędzie) oraz jednym doboszem w zielonym stroju, jechali „w pełni wystrojeni”: w środku starosta księstwa Caspar v.Warnsdorff z Gościszowa, po jego prawej stronie Hans v. Schöneich z Siedliska/Carolath i po lewej Ernst v. Zedlitz z Lipy/Leipe, prywatnie jego szwagier. Za nimi było jeszcze 38 rzędów w strojach zróżnicowanych (cielistych, zielonych i czerwonych). Razem w poselstwie tego księstwa jechało 322 konnych co dawało najliczniejszą grupę spośród wszystkich biorących udział w pochodzie.  W sumie zaś wszystkich konnych w orszaku było 1278. Po kilkunastu dniach orszak królewski wyruszył w drogę powrotną, zatrzymując się m.in. się w Bolesławcu, gdzie jego koszt pobytu na zamku zamknął się ogromną kwotą ponad 1113 talarów. Pokrywały go częściowo miasto, kasa księstwa, ale też „niektórzy panowie”.
Ten krótki okres triumfu protestantów wkrótce się jednak skończył po przegranej bitwie pod Białą Górą, koło Pragi (8 listopada 1620r.), w której brało udział kilkuset Ślązaków. Stany śląskie zawarły ugodę z Ferdynandem II Habsburgiem. W zamian za porzucenie próby wyniesienia na tron czeski Fryderyka („zimowego króla”) i zapłacenie cesarzowi ogromnej kontrybucji w wysokości 300 tysięcy guldenów, uzyskano amnestię i ograniczenie represji wobec śląskich protestantów. Po kilku miesiącach od przegranej bitwy przybyły tu oddziały wojsk saskich i rozlokowały się w mieście, powodując ogólną nieprzychylność mieszkańców. Dowodzący pułkownik v. Schlieben skarżył się nawet u kurfirsta saskiego, że „mieszczanie nie przydzielili mu żadnej kwatery i musiał zamieszkać w oberży, chociaż był wtedy chory”. Także kwatery żołnierzy były złe, natomiast „starosta księstwa v.Warnsdorff nie miał żadnego wpływu na mieszczan”. Może raczej wcale nie chciał na nich wpływać ?

W maju 1622r. pojawiły się w okolicach Lwówka Śląskiego oddziały Lisowczyków, które miały wspomagać cesarstwo w walce z protestantami. Jednocześnie nasiliła się w całym okręgu walka klasowa, wywołująca falę buntów i spisków, łącznie z mordami na okolicznej szlachcie. Sytuacja w księstwie robiła się coraz bardziej beznadziejna, panował chaos i bezkarność wojsk cesarskich, spędzających tu zimę 1626 roku. Starosta v. Warnsdorff próbował zresztą wielokrotnie odwoływać się u naczelnych dowódców kwaterujących w Świdnicy, Jaworze czy Bolesławcu wojsk, prosił, żądał, powoływał się na cesarskie przywileje – wszystko to jednak było bezskuteczne. Owe przemarsze i samowole rozpuszczonych wojsk protestanckich i katolickich, przymusowe kwaterunki, różnego rodzaju represje i ogromne kontrybucje niszczyły miasta śląskie, rujnowały majątki szlacheckie i wyniszczały wsie. Panowała drożyzna, brakowało żywności i szerzyły się zarazy. Oprócz pieniędzy ściągano też wszystko to co było cenne: już w 1627r. pułkownik v. Lauenburg wydał swoim żołnierzom instrukcję, aby w rozliczeniach kontrybucyjnych przyjmowali też biżuterię. W jednej takiej relacji z Lwówka Śląskiego pisano: „wielu spośród szlachty musiało oddać swoje złote łańcuchy i naramienniki, mieszczanie swoje ozdoby ze złota i srebra, wojsko dostarczało z terenu całe skrzynie tych kosztowności”.

W tym też czasie dojrzewała ostatecznie gorzka decyzja starosty v. Warnsdorff o rezygnacji, którą w końcu złożył w dniu 5 lipca 1627 r., motywując ją swoją chorobą. Stało się to po 15 latach wiernej służby, mimo gorących próśb Stanów, aby tego nie czynił. Zdał swój urząd w Jaworze, na ręce cesarskiej komisji w osobach hrabiego G. v. Oppersdorfa, starosty Głogówka i S. v. Bocka, starosty Ząbkowic Śląskich. Niecałe trzy miesiące wcześniej podobnie postąpił starosta generalny na znak protestu przeciwko tzw. „dragonadzie” i wobec całkowitego lekceważenia jego skarg na dworze wiedeńskim. Pewne przesłanki wskazuję, że ta „dobrowolna” rezygnacja została wymuszona, a na nowego starostę powołano na mocy „potajemnej instrukcji” żarliwego katolika-konwertytę, znanego z wyjątkowo bezwzględnego postępowania wobec protestantów Heinrich v. Bibran (*1597-†1642). Następnie, mimo gwałtownych protestów Stanów, został on wprowadzony 6 lipca na urząd starosty księstwa. Henelius tak zaś oto ubolewał nad tym:

„Ty zaś o sławny dworze królewski, bogaty i chroniony przez dzielnych mężów, jakże zmieniło się na gorsze i o ileż z dnia na dzień upadałeś bardziej w swoim bogactwie, odkąd Warnsdorff odszedł ze swojej prowincji /…/. Miałeś dworze Warnsdorffa lecz zaprawdę nie wiesz kogo miałeś, lecz niech będzie-teraz dopiero pragnąłbyś korzystać z niego skoro nie można już tego uczynić. Tak wielką pozostawiłeś po sobie tęsknotę, to zaś jest wspaniałe i najlepsze co może być wypowiedziane na twoją chwałę”.

Po swojej rezygnacji v. Warnsdorff otrzymał od Stanów śląskich sumę 2000 talarów, a cesarz nadał mu tytuł radcy, pozostał też starszym ziemskim. W tym czasie Caspar był już zapewne faktycznie schorowany i przybity wydarzeniami zarówno rodzinnymi jak i społeczno-religijnymi, jakie miały miejsce w jego ukochanej prowincji. Wszystko działo się przecież tuż obok, bowiem Gościszów leżał na terenie, gdzie rozegrało się wiele dramatycznych wydarzeń. W styczniu 1629 r. pojawiły się w Świdnicy słynne z okrucieństw oddziały dragonów Lichtensteina, a wraz z nimi nowy starosta v. Bibran, „zawsze otoczony dwoma jezuitami”. Już dzień później odprawiono pierwszą katolicką mszę, a mieszczanom kazano wybierać między przejściem na katolicyzm, a wygnaniem z miasta, duchownych zaś i nauczycieli wypędzono od razu. Jezuici przejęli też szkołę przykościelną i kościół żydowski, po czym „wywieźli z plebani cztery wozy książek”. Bibran wyrzucił też radę miejską z ratusza w Jaworze, rysując na podłodze kredą linię, którą mieli przekroczyć w odpowiednią stronę, zależnie od swojego wyboru. Niszczył ich również przymusowymi kwaterunkami. Tak stało się np. z zamożnym lekarzem, Dr Heinze, który sam, w swoim domu musiał wyżywić dwie kompanie wojska. Swoją wolność zaś zawdzięczał temu, że starosta v. Bibran był akurat chory i potrzebował pomocy medyka. Tenże nowy starosta zakazał mieszczanom opuszczanie miasta w celu uczestniczenia we mszach protestanckich, jakie odbywały się jeszcze na wsiach. Zakaz ten nie był jednak przestrzegany. Wydano też zarządzenie, aby dzieci protestantów przymusowo były oddawane na wychowanie jezuitom.

Wkrótce łupieżcze oddziały pod wodzą Vincentiusa de Solis (byłego czesacza lnu, zwanego ówcześnie „ożywionym diabłem”) dotarły także do Bolesławca, Lwówka Śl. i Nowogrodźca, które podobnie jak Jelenia Góra, zwróciły się do dworu wiedeńskiego i urzędu zwierzchniego we Wrocławiu ze skargą na bezprawne poczynania nowego starosty. To jednak tylko pogorszyło ich los, były to jedne z najbardziej zniszczonych w tej wojnie terenów. W nocy z 14 na 15 września 1629 r. na wieść o zbliżających się do Lwówka Śl. dragonach rozpoczęła się masowa ucieczka mieszkańców: „w strugach lejącego deszczu, ochroniona choć częściowo przez wezbrany Bóbr, toczyła się rzeka mieszczan wśród krzyków i bolesnych skarg, a gdy następnego dnia do miasta wkroczyły oddziały Lichtensteina, spotkały tylko 4 członków rady miejskiej i 22 mieszczan, którzy nie chcieli opuścić swych domostw”. „Okoliczne wsie i miejsca przygraniczne z Łużycami pełne były uciekających” i jeszcze w 1630 r. na rynku tego miasta, słynnego z dobrobytu i wielkiej roli kulturotwórczej dla całego regionu, pasły się krowy. Dragoni spustoszyli też Gościszów, wkraczając tu 15 września 1629 r., brak jednak przekazów iżby atakowali zamek.

W listopadzie 1628 r zmarła Casparowi żona Helena, z którą przeżył ponad 30 lat, a rok później ostatni z żyjących braci Sigmund, który tylko o kilka miesięcy przeżył swoich dwóch synów. Wkrótce też pochował zięcia, który pozostawił w oddalonym od rodzinnego Gościszowa majątku młodą wdowę z maleńkim dzieckiem. Świetność rodu podupadła, prowincja śląska, której poświęcił tak wiele sił i troski była zrujnowana i targana wojną religijną, a majątek pozostający w jego rodzinie nieprzerwanie od 250 lat zadłużony i jego los niepewny.
Dziwna wydaje się pewna niefrasobliwość w zaciąganiu coraz to nowych pożyczek u człowieka uchodzącego za bardzo rozważnego, choć przecież na tle swoich współczesnych (także braci) nie odbiegał specjalnie w takim stylu życia. Od 1610 r. zaczął zaciągać coraz częściej pożyczki u bliższych i dalszych krewnych, nasilone w latach 20-tych, które nie spłacane w terminach powiększały się o odsetki i osiągały ogromne sumy. Winien był też urzędom, swoim pracownikom z folwarków i służbie domowej, adwokatom i prawnikom, aptekarzom, Żydom, nawet introligatorowi za oprawę ksiąg i rzemieślnikowi za wykonanie jedwabnego kołnierza. Brał jednorazowe, wielotysięczne pożyczki u szlacheckich krewnych, ale winien też był kilkutalarowe pensje, nie wypłacane nawet przez kilkanaście lat (!) Zadłużone były oprócz Gościszowa także inne majątki, samych szlacheckich wierzycieli było ponad 30, a pozostałych znacznie ponad 100 osób.

Już na kilka lat przed śmiercią Caspara (20 sierpnia 1631) toczyły się w sądach sprawy o zwrot długów, na ostatnią otrzymał wezwanie 3 marca 1631 roku. W dniu 4 października 1630 r, starosta Heinrich v. Bibran zarządził w imieniu sądu dworskiego na okręg Bolesławca przejęcie całego majątku i wsi Gościszów na poczet zabezpieczenia długów. Motywował swoją decyzję tym, że „Warnsdorff, proszony wielokrotnie poprzez swego najstarszego syna Sigmunda Brundana o realne zabezpieczenie nie uczynił tego, poza tym nie pojawiał się na wezwania”. Gdy zmarł w kilka miesięcy później, jego majątkiem zarządzali przez jakiś czas czterej synowie, jednak wobec sprzeciwu wierzycieli musieli go opuścić i sprawa trafiła do sądu królewskiego.

Pół roku po śmierci Caspara, starosta v. Bibran z mocy swego urzędu wezwał wszystkich zainteresowanych na jawne spotkanie do Jawora, gdzie mieli przedstawić swoje roszczenia. Wtedy też pojawili się u niego „trzej synowie w imieniu swoim i nieobecnego, niepełnoletniego brata” i zaprotestowali przeciw postępowaniu urzędu, zarzucając mu, że nie pozwolono im ratować ojcowskiego majątku (oraz jego „dobrego imienia”) co uważali za możliwe. Starali się też o zwrot zarekwirowanych przez urząd (zapewne prywatnych) dokumentów jak też odkupienie „opieczętowanych ubiorów po ojcu”, które spoczywały pod opieką „odpowiednio przygotowanych do ich wyceny osób”.

Dnia 28 listopada 1635 r. spisano w Gościszowie umowę sprzedaży posiadłości, którą sporządziło blisko 30 wierzycieli po czym przekazali ją na ręce wyznaczonego do tej sprawy kuratora Joachima v. Spiller/Matzdorf. Zamek ksiazecy Gosciszow Gosciszow 62745 300x224 - Caspar v. WarnsdorfKupiła ją baronowa Helena v. Stosch (*1608-†1654), żona Heinricha v. Bibrana, tego samego, który przejął po Warnsdorffie starostwo i który tak zaciekle zwalczał protestantów, zapisując krwawą kartę w historii wojny 30-letniej w tym rejonie. W skład sprzedanego majątku wchodziły m.in. ”wszystkie siedziby rycerskie, folwarki, budynki folwarczne. dworskie, słodownia i browar, ogrody pałacowe i trawiaste, pola rolne, młyn z osadą młyńską, stawy z gospodarstwem, łąki, lasy, stawy z sitowiem, kamieniołomy, prawo do wód i połowu ryb, pastwiska wraz z pasterzami, hodowla bydła, lenno kościelne, rzeźnie, łodzie, niższe sądownictwo, prawo łowieckie, karczmy”, dalej poddani chłopi i służba dworska wraz z wszystkimi prawami i obowiązkami. Zadłużenie jakie przejęła baronowa zostało spłacone w całości do 1638 roku.

Caspar v.Warnsdorff był nie tylko, starostą księstwa i sędzią. Był przede wszystkim wielkim humanistą, „marzycielem szukającym mądrości i piękna w życiu”. Przy tym był znany ze swej pobożności i układał pieśni kościelne. Przypisywany mu jest chorał, zaczynający się słowami: „Freu Dich sehr o meine Selle/…/”, powstały w 1620 r. i śpiewany do dziś w kościele protestanckim. Jego podróże na dwór cesarski do Pragi, gdzie panowała niezwykła atmosfera umiłowania sztuki i magii, gdzie kwitł mecenat Rudolfa II i pracowali najwybitniejsi europejscy malarze, rzeźbiarze i złotnicy, nie mogły pozostać bez wpływu na wrażliwość tak wykształconego człowieka i bez wątpienia pobudzały jego wyobraźnię. W Pradze przebywało wówczas także wielu wybitnych uczonych: matematyków, astronomów, alchemików i różnego rodzaju intelektualistów, a wśród nich wielka liczba Ślązaków. Wiadomo też z pamiętnika znanego bywalca dworu praskiego, szwajcarskiego prawnika, humanisty i historyka Melchiora Goldasta von Haiminsfeld (*1578-†1635), że Caspar v. Warnsdorff był jednym ze śląskich magnatów, obok Melchiora v. Redern, v. Schönaichów, Abrahama v. Dohna czy Wackera von Wackerfels, organizujących w Pradze wystawne bankiety, na których bawiła się elita cesarskiej stolicy-politycy, naukowcy i artyści, gdzie przy takich m.in. okazjach „cesarz hojnie obdarowywał lojalnych Ślązaków”.

Von Warnsdorff wielokrotnie nazywany był mecenasem, a Henelius napisał, że „bardzo łaskawy był uczonym i chętnie przestawał w ich towarzystwie”. Zachowało się całkiem niemało tzw. druków ulotnych dedykowanych mu w związku z tym. Robili to m.in Daniel Coschwitz, medyk z Legnicy, określając go tam „mecenasem swoich studiów”, Caspar Laudismann, cesarski komisarz i doradca dworski księcia Fryderyka z Wittembergi, „niezależny prawnik i doradca w mieście Złotoryja”, który określił go „największym opiekunem i patronem śląskich uczonych”, czy były pastor z Kunic, koło Legnicy Nicolaus Weidenhofer poświęcający mu swe uroczyste kazanie, wygłoszone w Kamiennej Górze, gdzie nazwał go ”swym życzliwym panem i możnym protektorem”. Słynny prawnik Gotfried Baudisius z Legnicy zadedykował mu swoją pracę doktorską słowami „panu mojemu najżyczliwszemu”, a Christoph Wagner, profesor szkoły w Jaworze, mówiący o wyższości prawa nad innymi naukami, nazwał Warnsdorffa, „koroną śląskiej szlachty”.

Także Caspar Cunradus (*1571-†1633), współczesny historiograf i poeta, a także doktor filozofii i medycyny, ponadto bywalec dworu praskiego, który znał już od dawna rodzinę starosty, ułożył wiersz:

„Caspar Warnsdorff, rycerz śląski z Gościszowa
Ksiąg i pisarzy mecenas
Wielbiciel nauki, obrońca i opiekun uczonych
Jeśli ktokolwiek godzien jest, aby go nazwać
Mecenasem, ten jest godzien”.

Dedykacji takich musiało być więcej co wynika ze słów Heneliusa: ”Troskę poświęcał, albo narodowi, albo wolnym Muzom, był więc przez pisma ludzi bardzo łaskawie i życzliwie opisany” i dalej: ”cenił (on) wielce głęboką myśl papieża Juliusa II (…), że znajomość literatury jest srebrem wśród ludu, a klejnotem wśród szlachty. Poznawał więc całą historię kościelną i świecką, starą i nową, czytając swobodnie najznakomitszych autorów (…). Tak bardzo kochał księgi, że poświęcał im każdy wolny od obowiązków publicznych czas. Twierdził jednak, że żadna chwała nie powinna być porównywana z pobożnością i religijnym kultem Boga. Ta pobożność była u niego fundamentem wszystkich cnót, bo oprócz niezwykłej wielkości jego ducha i niezwykłej jasności umysłu, wykazywał niezwykłą jakąś powagę nie tylko w słowach, ale i w obliczu”.

W 1840 r. w czasie renowacji hełmu gościszowskiej wieży kościelnej odkryto informację z 1790 r., która wskazywała, że złożono tam także dwa łacińskie teksty Caspara v.Warnsdorff oraz jego brata Johannesa z 1598 roku. Według Sinapiusa, który nazwał Caspara „niezrównanym mężem”, miał on trzy dewizy. Jedną z nich „Thue recht, traue wenig, lass Gott welten” zwykle wpisywał na stronach tytułowych książek ze swego księgozbioru. Inna znalazła się na portrecie wykonanym w Pradze w 1616 r. przez nadwornego rysownika i portrecistę cesarskiego, pochodzącego z Antwerpii Aegidiusa Sadelera II (Młodszego): „Tandem constans vincet vim virtus”„Wreszcie Cnota zwycięża Siłę”. Napis w otoku objaśniał, że miał wtedy 45 lat. Już sam fakt sportretowania przez tak znakomitego artystę pracującego dla samego cesarza, czego dostąpiło tylko kilku śląskich dostojników, świadczy o społecznej pozycji i randze Warnsdorffa. Wyrazem poczucia własnej godności i dumy rodowej był motyw z jego herbu, umieszczony na spodniej stronie zarzuconego na ramiona płaszcza: gwiazdki i półksiężyce. Podobną rolę spełniały długie ciągi heraldyczne na portalu pałacowym, podkreślające starodawność rodu jak też rodzaj grobowców (tumby), jakie ufundował dla siebie i żony.

Caspar v.Warnsdorff miał czterech synów, z których najmłodszy w 1632 r. „dochodził właśnie do pełnoletności”. Dwaj najstarsi to Sigmund Brundan (*1600-w. 1633) i Caspar (*1601- w. 1632). Wiadomo, że pierwszy uczył się w szkole w Jaworze i w 1614 r. i należał do ulubionych uczniów Daniela Vechnera. Caspar uczył się w 1622 r. w Lipsku (ważna uczelnia dla przyszłych prawników), a obaj studiowali w 1623 r. w Lejdzie nauki polityczne, w maju 1624 r. przebywali w Brukseli/Brüssel w Belgii. Następnie kontynuowali studia we Włoszech: w Padwie i Sienie. Podróżowali w 7-osobowej grupie Ślązaków wraz z braćmi Sigmundem i Ottonem v. Nostitz, Christophem Friedrichem v. Lestwitz, Christophem Georgiem v. Hock i Johannesem Ammoniusem. Kolejny syn Hans Abraham (w.1618-†ok.1679), noszący imiona obu wcześnie zmarłych wujów, osiadł we wsi Wieściszowice/Ober Wernersdorf (pow. kamiennogórski), a potem w niedalekiej Michałkowej/Michelsdorf. W 1624 r. immatrykulowany na uniwersytecie w Sienie i Padwie. Podróżował wraz z Georgiem Sigmundem v. Zedlitz (ostatecznie zostali szwagrami), Casparem i Ottonem v. Nostitz i Heinrichem v. Mühlheim. Po powrocie ożenił się z Ursulą v. Zedlitz z.d. Wernersdorf (†przed 1674). Ostatni syn Adelbert (w. 1617-1651) był sędzią dworskim w Legnicy.

Miał też Caspar córkę Helenę (*1606-†1685) wydaną za Sigmunda v. Zedlitz-Wernersdorf (†przed 1632), przyjaciela swego syna. Po krótkim, bo trwającym zaledwie dwa lata małżeństwie, z którego urodziła się córka Barbara Helena, pozostała do końca życia wdową. Jak podkreślono w jej mowie pogrzebowej, pozostała całkowicie sama, bez opieki rodziny i wielokrotnie „upadała pod ciężarem wojennego czasu” w swoim majątku w Wojcieszowie/Kauffung (pow. złotoryjski). Potem jednak już stara i schorowana, otoczona była niezwykłą serdecznością i opieką swojej córki i obu jej kolejnych mężów. Swą niezwykłą siłę ducha, szlachetny charakter, prawość i „przywiązanie do cnót chrześcijańskich i szlacheckich” miała zawdzięczać starannemu wychowaniu rodziców, a szczególnie swemu ojcu, co mocno podkreślono, przywiązującemu do tego wyjątkową wagę mimo chaosu wojennego. Zmarła w wieku 79 lat w majątku zięcia w Piławie/Peilau (pow. dzierżoniowski). Tam też zachowała się skromna, kamienna płyta inskrypcyjna ku jej pamięci. Jej jedyna córka, choć trzykrotnie zamężna, nie pozostawiła potomstwa.

Ród v.Warnsdorff był opiekunem przyzamkowego kościółka, gdzie jego członkowie poczynili wiele fundacji (szczególnie w XV-XVI w.) i gdzie byli grzebani. Sam Caspar kazał poszerzyć wnętrze przez dobudowę pomieszczenia za ołtarzem, gdzie stanęły dwa grobowce tumbowe dla niego i jego żony. Wykonane „z prawie białego kamienia”, miały skromną dekorację roślinną w formie festonów i całopostaciowe wyobrażenia zmarłych na wiekach. Ich głowy spoczywały na poduszkach, a dłonie były modlitewnie złożone. Uszkodzone w czasie wojen napoleońskich (potem naprawiane) stały na swoim miejscu do 1945 r., kiedy to zostały rozbite, jednak obie płyty wierzchnie były wtedy przechowywane w kościele. Zaginęły dopiero około 1968 r., kiedy „pozbyto się ich w trakcie remontu kościoła a ich dalszy los nie jest znany”. Około 1940 r., według opowiadania ostatniego pastora Hellmuta Kleina, oba sarkofagi zostały otwarte w obecności właściciela posiadłości barona Friedricha Carla v. Eggeling, tegoż pastora, konserwatora G.Grundmanna, oraz fotografa. Zanim ciała rozsypały się w proch przez moment widziano Caspara z charakterystyczną długą, jasną brodą i dłońmi złożonymi na długim mieczu leżącym wzdłuż ciała.
Na „tylnej ścianie” wisiał herb v. Warnsdorff, na bocznych zaś lanca turniejowa, pozłacany hełm, szpada i trzon chorągwi należące zapewne do spoliów niesionych w czasie pogrzebu w kondukcie, a następnie zawieszanych w kościele w pobliżu grobu. W tę ostatnią drogę odprowadzał Caspara (a nieco wcześniej też jego żonę) pastor Georg Schwarzbach (*1597-†1647), który objął parafię gościszowską w 1626 r., a po śmierci swego patrona przeszedł do sąsiednich Ocic/Ottendorf. Po przejęciu majątku w Gościszowie przez starostę v.Bibran i odejściu pastora Schwarzbacha, w latach 1630-35 na plebani nastąpił wakat.

Śląscy Warnsdorffowie zaczęli wymierać w linii męskiej już na przełomie XVII/XVIII w. 2 1 194x300 - Caspar v. WarnsdorfW latach 30-40-tych prawnukowie Caspara posiadali jeszcze skromne majątki Szymanów i Jaskulin/Möhnersdorf, Simbsdorf w okolicach Strzegomia, oraz Janowice Wielkie (dawne Klein Janowitz), koło Legnicy. Jedynym śladem po żyjących tu Warnsdorffach jest skromna, niewielka płyta nagrobna (inskrypcja i cztery herby) zachowana na ścianie maleńkiego kościółka w Szymanowej. Przeznaczona była dla około półrocznego dziecka, jednak ze względu na silne uszkodzenie jest zupełnie nieczytelna.
Trwała jeszcze linia łużycka w okolicach Lubania i Zgorzelca, ale i ta wymarła pod koniec XVIII w.  Pamięć o Casparze v.Warnsdorff trwała jednak jeszcze wiele lat po jego śmierci, ponieważ wspominając członków rodu, autorzy nobilitowali ich poprzez przypomnienie, że wywodzili się właśnie od niego.

 

Artykuł autorstwa p. Małgorzaty Stankiewicz, powstały w oparciu o jej książkę p.t. „Gościszów, dzieje zamku”, Wrocław 2009.